Fotorzepa/Krzysztof Skłodowski

Trzeba zaczekać z oceną sukcesu IKZE

Jest za wcześnie by dokonywać oceny IKZE – przekonywali eksperci obecni w redakcji „Rz” podczas debaty „IKZE: skazane na sukces czy porażkę”.

Indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) zostało wprowadzone z początkiem tego roku. Służy do dodatkowego oszczędzania z myślą o emeryturze. Każdy, kto w 2011 roku osiągnął dochód, od którego zostały naliczone składki na ubezpieczenie emerytalne, może w tym roku wpłacić na IKZE kwotę stanowiącą 4 proc. podstawy wymiaru tej składki i odliczyć ją od podstawy opodatkowania w zeznaniu podatkowym za rok 2012. To pierwszy produkt na rynku z wbudowaną zachętą podatkową.

Jak podała Komisja Nadzoru Finansowego, w pierwszym półroczu 300 tysięcy osób zdecydowało się na założenie IKZE, przy czym tylko nieco ponad 12 tysięcy kont zostało zasilonych wpłatą. Wartość wpłat na rachunki IKZE wyniosła 5,5 mln zł w tym okresie. Po publikacji danych przez nadzór pojawiło się wiele głosów, że nowe konto jest porażką i jak najszybciej trzeba wprowadzić w nim zmiany. Eksperci zaproszeni do redakcji „Rz” na debatę „IKZE: skazane na sukces czy porażkę”, nie byli przekonani, że można już mówić o porażce nowego konta. – Na razie kont jest to o wiele mniej niż oczekiwaliśmy – przyznał dr hab. Marek Szczepański, kierownik Katedry Nauk Ekonomicznych na Politechnice Poznańskiej.

Ponad 300 tys. nowych kont służących do oszczędzania założyli Polacy w pierwszym półroczu – podała Komisja Nadzoru Finansowego. Kont na które wpłynęły składki jest jednak znacznie mniej Specjaliści oczekują jednak, że pod koniec roku może być znacznie więcej kont, na które Polacy wpłacą pieniądze. Mają bowiem w naturze czekanie na ostatni moment. – To jest dopiero pierwszy rok istnienia tego konta. Myślę, że po prostu za dużo chcemy. A mówienie o porażce zniechęca inwestorów – mówił Krzysztof Nowak, członek zarządu Mercer. Przekonywał, że jeśli oceniamy coś jako porażkę, to znaczy, że wiadomo co uznać za sukces.- Wcale nie jestem pewien czy milion lub dwa miliony założonych kont będą sukcesem. Wolałbym operować skalą zgromadzonych aktywów – mówił Nowak.

WIĘCEJ CZASU NA OCENĘ

Jak przekonywał Andrzej Sołdek, prezes PTE PZU, oceny IKZE należy dokonać w dużo dłuższej perspektywie, kilkuletniej. Przypomniał, że w tym roku obchodzimy 20 lat działania funduszy inwestycyjnych. – W całym tym okresie do funduszy inwestycyjnych pieniądze wpłaciło 2,5 mln osób. Aktywa w zarządzaniu funduszy przekraczają dziś 100 mld zł. Osiągniecie takiej liczby wymagało bardzo długiego czasu. W tym kontekście dotarcie do 300 tys. osób i pokazanie im, że funkcjonuje coś takiego jak IKZE, jest już osiągnięciem – uważa Sołdek. Jak dodał, pozytywne jest też to, że gdy w 2004 r. ruszyło inne konto służące do oszczędzania, czyli indywidualne konto emerytalne (IKE), oszczędności gospodarstw domowych wynosiły ponad 400 mld złotych, dzisiaj jest ich 2,5 raza więcej. – Świadomość emerytalna, nie tylko w Polsce, ale i w krajach bogatszych i lepiej rozwiniętych wciąż nie jest bardzo wysoka.

W piramidzie potrzeb oszczędzanie na emeryturę jest na jednym z odległych miejsc. Mija sporo czasu od podjęcia decyzji przez osobę, do działania. Potrzeba dużo pracy nad poprawą świadomości emerytalnej Polaków – mówił Andrzej Sołdek. Świadomość emerytalna, nie tylko w Polsce, ale i w krajach bogatszych i lepiej rozwiniętych wciąż nie jest bardzo wysoka – mówił Andrzej Sołdek W badań wynika, że obecnie poniżej 30 proc. ludzi deklaruje możliwość odkładania na emeryturę w ramach III filara. Jego zdaniem potrzeba debat i dyskusji, które będą zachęcały do oszczędzania na przyszłość. Także Łukasz Kwiecień, wiceprezes TFI PZU, przekonywał, że oceny IKZE będzie można dokonać za parę lat, szczególnie kiedy będzie wiadomo, że przyjęty system został podtrzymany. – Czyli, że z tych rozwiązań kolejne rządy nie będą się wycofywały. Największe znaczenie ma bowiem stabilność, trwałość rozwiązań, to żeby ludzie wiedzieli, że korzystają z rozwiązań, które nie są doraźnym projektem, tylko rozwiązaniem finansowym na dłuższą metę – przekonywał Kwiecień.

Jego zdaniem, należy upraszczać produkty emerytalne, żeby ludzie rozumieli czym są i w jaki sposób z nich korzystać. Obecnie jest za dużo komplikacji, fachowych określeń. Stąd być może bierze się ich niewielka popularność. Maciej Rogala, ekspert rynku emerytalnego, uważa, że potencjał leży w 500 mld zł zdeponowanych w bankach przez Polaków. – Od tych pieniędzy płaci się podatek Belki. W IKZE mamy bezwarunkowe zwolnienie z tego podatku. Spodziewam się dużego przepływu pieniędzy na konto od osób, które już posiadają oszczędności – uważa Rogala. Andrzej Sołdek dodawał, że podobnie było w innych krajach. W momencie wprowadzenia ulg dla dobrowolnych oszczędności, najpierw następowało przesunięcie oszczędności z istniejących form, a dopiero potem zwiększenie skłonności do oszczędzania i generowanie dodatkowych oszczędności.

ZAUFANIE DO SYSTEMU

Zdaniem dr Agnieszki Chłoń-Domińczak z SGH, byłej wiceminister pracy, na oszczędzanie dobrowolne Polaków na emeryturę należy spojrzeć szerzej. Zastanowić się dlaczego odsetek Polaków, którzy oszczędzają na emeryturę nadmiernie nie rośnie. – Możliwości oszczędzania czyli dochody ludności, które mogą być przeznaczone na oszczędności emerytalne długookresowe nie są specjalnie wysokie. Obecna sytuacja gospodarcza, na rynku pracy też nie zachęca do tego, żeby myśleć o długookresowych oszczędnościach – tłumaczyła Chłoń-Domińczak. Wskazywała także na świadomość potrzeby oszczędzania na długi okres. – Nie jest ona taka, jaka być powinna dlatego, że system emerytalny, który został zreformowany w 1999 roku, jeszcze nie w pełni funkcjonuje po stronie wypłat. W związku z tym nadal osoby, które są w nowym systemie emerytalnym nie wiedzą, jakiej emerytury mogą się spodziewać. Patrzą na obecnych emerytów, którzy jakoś sobie radzą przy tych emeryturach, które obecnie otrzymują z ZUS-u. To eksperci wiedzą, że te osoby, które w przyszłości będą przechodzić na emeryturę będą miały znacznie mniejsze emerytury w relacji do zarobków – mówiła Chłoń-Domińczak.

Jej zdaniem nie działają także mechanizmy, które miały budować świadomość oszczędzania wśród Polaków. – Korespondencja, którą ludzie dostają z ZUS jest mało czytelna. A teraz jej w ogóle nie dostają ze względu na m.in. zmianę proporcji składek pomiędzy OFE i ZUS-em. Potrzeba dodatkowego oszczędzania jest nieuświadomiona. Do tego chaos, który mamy jeżeli chodzi o różne możliwości oszczędzania, wprowadzanie coraz to nowych form, gdy inne się nie sprawdziły, nie buduje takiej świadomości. Nie buduje trzeciego ważnego komponentu jakim jest przejrzystość systemu oszczędzania na emeryturę w różnych formach. A system musi być jak najbardziej przejrzysty i zrozumiały dla ludzi – mówiła Agnieszka Chłoń-Domińczak.

Chaos, który mamy jeżeli chodzi o różne możliwości oszczędzania, wprowadzanie coraz to nowych form, gdy inne się nie sprawdziły, nie buduje świadomości oszczędzania – mówiła Agnieszka Chłoń-Domińczak Do tego nie trafiają do obywateli informacje, które budowałyby zaufanie do systemu emerytalnego. Nie widać działań w tym zakresie zarówno ze strony instytucji finansowych, jak publicznych.

Także zdaniem Marka Szczepańskiego, potrzebne jest większe zaangażowanie w edukację emerytalną. Zarówno instytucji publicznych, sektora finansowy, związków zawodowych, naukowców, Komisji Nadzoru Finansowego. – Dużą rolę mogą odegrać też pracodawcy, którzy mogliby bonusy, podwyżki oferować nie tylko w postaci pieniędzy, ale również przekazywać je do różnych form oszczędzania emerytalnego – mówił Andrzej Sołdek.

Według Marka Szczepańskiego, ostatnie zmiany systemowe w publicznym systemie emerytalnym były wprowadzone bardzo szybko. Czas na dyskusję był bardzo ograniczony, ale teraz jest czas na dyskusję o tych systemach dodatkowych. A zdaniem Agnieszki Chłoń-Domińczak potrzebna jest systemowa dyskusja, co zrobić, żeby cały system był jak najbardziej przejrzysty i transparentny, nie tylko w części dobrowolnej, ale także w obowiązkowej. –

Najstarsze osoby, które są tylko w nowym systemie emerytalnym mają za sobą już 14 lat pracy. To jest mniej więcej 1/3 ich życia zawodowego. To nie jest za pięć dwunasta, to jest pięć po dwunastej. To są już osoby, które jeżeli do tej pory nie oszczędzają, już mają kawałek życia za sobą, i możliwości znacznie mniejsze – mówi Chłoń-Domińczak. – Możemy pracować nad świadomością, edukacją. To jest szczytne hasło, ale trudne do wykonania w praktyce – ripostował Nowak.

ROLA ZACHĘT PODATKOWYCH

Badanie przeprowadzone w różnych biurach Mercera w Europie, potwierdza, że głównym powodem, tego że ludzie oszczędzają w dobrowolnych systemach emerytalnych jest ulga podatkowa. Eksperci są przekonani co do tego, że zachęty podatkowe stymulują do oszczędzania. A zatem dobrze, że została wprowadzona możliwość odliczania wpłat na IKZE od podstawy opodatkowania.

Łukasz Kwiecień przypomniał na czym polegał sukces sprzedaży obligacji skarbowych. – Wziął się z chwytu jakim był odpis podatkowy, za czasów ministra Kołodki. Pomysł chwycił. Odwołajmy się do takich metod, które mogą zadziałać, uprośćmy konstrukcję tych produktów, które mają pobudzić do oszczędzania. Konsolidujmy to co jest, a nie szukajmy nowych pomysłów – uważa Kwiecień. Odwołajmy się do takich metod, które mogą zadziałać, uprośćmy konstrukcję tych produktów, które mają pobudzić do oszczędzania – uważa Łukasz Kwiecień.

Zdaniem Nowaka, przykład ulgi podatkowej przy zakupie obligacji skarbowych jest dobry. – Ludzie wtedy nie wiedzieli czym są obligacje skarbowe, bo to był rok 1993. Zaufanie do państwa, jako płatnika, było na pograniczu czegokolwiek. Ale ludzie uwierzyli, że ktoś im zwróci te pieniądze i że to nie jest kolejny skok na kasę. Obligacje przyniosły dochód. To tylko pokazuje, że ulga podatkowa jest świetnym powodem dla którego ludzie podejmują się określonych działań i zdecydowanie warto ją utrzymać – mówi Nowak.

Podkreślał, że jesteśmy jednak unikatowym krajem, w którym mamy wszystkie możliwe ulgi w jednym systemie. – Nikt tego nie rozumie, nikt nie wie o co chodzi. Nikt nie wie dlaczego powstało IKE, a teraz mamy IKZE – mówił Krzysztof Nowak. – Mam wielką ochotę powiedzieć, spójrzmy na to wszyscy jeszcze raz. Oczywiście nie róbmy rewolucji, ale zastanówmy się nad jakimś planem ewolucji tego co istnieje, nie twórzmy nowych produktów, ograniczmy ich liczbę, ujednolićmy zachęty podatkowe – dodawał. Mam wielką ochotę powiedzieć, spójrzmy na to wszyscy jeszcze raz. Oczywiście nie róbmy rewolucji, ale zastanówmy się nad jakimś planem ewolucji tego co istnieje – mówił Krzysztof Nowak.

Przekonywał też, że brakuje ministra finansów w dyskusjach dotyczących emerytur. – Dobrze byłoby gdyby rząd, łącznie z KNF określili jakie są cele tego biznesu. Być może znajdziemy jakieś pomosty, rozwiązania w stylu krótkoterminowej ulgi. Bo jeśli państwo ma wątpliwość, to może niech wprowadzi ulgę na 5 lat. Może to jest zwariowany pomysł, ale być może to nie jest czas na dyskusje o 40-letnich programach. Może system obowiązkowy należy połączyć z systemem dobrowolnym i niech ludzie mają szansę wpłacać własne składki do OFE. Możliwości jest dużo, tylko brakuje w tej grze najważniejszego – ministra finansów – uważa Nowak.

Zdaniem Łukasz Kwietnia, obowiązkiem ministra finansów, rządu, polityków i decydentów jest to, żeby zadbać o finansowanie gospodarki w dłuższym okresie czyli mobilizacja oszczędności krajowych. – A system emerytalny taką mobilizację oszczędności krajowych może zapewniać – dodaje.

WADY NOWEGO KONTA

Według Krzysztof Nowaka, nigdy nie będziemy w pełni zadowoleni, jeżeli IKZE będzie funkcjonować w obecnej formie. – Nie da się uciec przed dyskusją o wadach IKZE, dyskutując o tym, czy to jest sukces czy porażka – mówił Nowak. Zdaniem prelegentów kłopotliwy jest choćby limit wpłat na IKZE – wynoszący do 4 proc. podstawy wymiaru składki emerytalno-rentowej (nie więcej niż 4030,8 zł w 2012 r.). – Takie rozwiązanie preferuje osoby o wyższych dochodach, którzy i tak dadzą sobie radę. Limit kwotowy jest lepszy – uważa Marek Szczepański. Choć Andrzej Sołdek przekonywał, że procentowy limit wpłat powinien dotyczyć osób, które lepiej zarabiają. Na IKZE można wpłacić 4 proc. podstawy wymiaru składki emerytalno-rentowej. Nie więcej jednak niż 4 proc. od 30-krotności średnich zarobków, co daje kwotę ok. 4 tys. zł w 2012 r.

Jak podkreślał Nowak, konstrukcja limitu wyklucza z oszczędzania osoby samozatrudnione. – Nie zauważamy 3 mln ludzi, którzy za chwilę przechodząc na emeryturę znajdą się poza źródłami dochodu, chyba że te dochody zgromadzili wcześniej – mówi Nowak. Poza tym, jak dodaje, niski limit wpłat powoduje, że IKZE może nigdy nie być priorytetem dla sprzedawców. Podobnego zdania jest Maciej Rogala. – Bardzo niski limit wpłat powoduje, że instytucje finansowe nie są zainteresowane dystrybucją i tworzeniem tego produktu. Drobna zmiana limitu procentowego na kwotowy np. 4-5 tys. zł, uprościłaby produkt, zwiększyłaby potencjalną liczbę zainteresowanych. Spowodowałoby zainteresowanie instytucji finansowych – dodawał Rogala. A jak przekonuje liczba rachunków mogłaby być 2-3 krotnie wyższa gdyby więcej instytucji finansowych zajęło się sprzedażą tego konta.

Dziś większość założonych kont to zasługa jednej grupy: PZU. Marek Szczepański z Politechniki Poznańskiej, wskazywał, że sporą niewiadomą jest skala opodatkowania wypłat oszczędności zgromadzonych na IKZE. – Trudno jest z góry przewidzieć opłacalność tego typu inwestycji długoterminowej. Należałoby to dopracować. Wprowadzić całkowite zwolnienie w fazie wypłat, albo przynajmniej ustalić limit podatku przy wypłacie np. 10 proc., jak stosuje się w wielu krajach – mówi Szczepański.

Podobnie uważa Krzysztof Nowak. – Jeżeli państwo chciałoby rozmawiać o ulgach, to być może powinno rozważyć częściowe zwolnienie wypłat z podatku, albo przynajmniej określić stawkę podatkową na koniec, co się w kilku krajach europejskich dzieje – mówi. Czy jest na to dobry moment, gdy trwa kryzys, który ma wpływ na sytuację ekonomiczną Polski? Andrzej Sołdek podkreśla, że zwolnienie z podatku od wypłat będzie następować za kilkanaście, czy kilkadziesiąt lat i nie ma wpływu na finanse państwa dzisiaj. – A wiemy przecież jakie pozytywne makroekonomiczne skutki ma generowanie dodatkowych oszczędności – mówił. – Bez bardzo mocnej zachęty podatkowej: możliwości odliczenia wpłat i zwolnienia z wypłaty IKZE nie zaistnieje.

Z kolei Agnieszka Chłoń-Domińczak przekonywała, że bardzo rzadko zdarzają się systemy, które mają ulgę podatkową i na wejściu i na wyjściu. Jeżeli IKZE ma ulgę podatkową na wejściu, to trudno oczekiwać, żeby też miało ulgę podatkową na wyjściu. – Warto zastanowić się, jakie powinny być zachęty w momencie wchodzenia do systemu. Ulgi podatkowe i limity to jest jeden element, ale warto zastanowić się czy np. w przypadku osób, które mają najmniejsze dochody nie myśleć o dopłatach do oszczędności z budżetu. To zadziałało np. w Czechach – mówi Chłoń-Domińczak.

ZRÓŻNICOWANIE ZACHĘT

Andrzej Sołdek wskazał kilka obszarów, które wymagają zmian. Przede wszystkim należy rozszerzyć grupę osób, które mogłyby oszczędzać na IKZE. – Mamy grupy wykluczonych. Po pierwsze limit wpłat dla osób prowadzących działalność gospodarczą jest za niski. Wynika to z tego, że limit zależy od tego ile płaci się składki emerytalnej. Wykluczone zostały służby mundurowe, korzystające z systemu zaopatrzeniowego oraz młode osoby, rozpoczynające prace – mówił Sołdek. Wpłata pieniędzy w danym roku zależy bowiem od tego czy uzyskiwało się dochody w roku poprzednim.

Kolejnym obszarem zmian powinno być zachęty podatkowe. – Należy zróżnicować ulgi dla różnych grup, które mogą oszczędzać. Można zacząć od maksymalnych zachęt w postaci możliwości odpisu wpłat oraz zwolnienia z płacenia podatku w momencie wypłaty i następnie zastosować gradację. Dzięki temu zaadresujemy największą zachętę do tych, którzy mają najmniejsze dochody i pobudzimy ich do oszczędzania, ale równocześnie oszczędzać, z mniejszą ulgą, będą mogły też osoby o wyższych dochodach. Te dwa obszary: poszerzenie bazy i zróżnicowanie ulgi podatkowej powinno być zastosowane w ramach jednego instytucjonalnego rozwiązania – tłumaczył Andrzej Sołdek. – Jeżeli mamy pomysł na to by powiązać wpłaty indywidualne z wpłatami pracodawcy, to zróbmy to w ramach funkcjonujących rozwiązań czyli pracowniczych programów emerytalnych bądź istniejących indywidualnych kont. Dodajmy do tego ulgi. To by oznaczało, że w firmach, w których funkcjonuje PPE pracownicy mogą wpłacać dobrowolne składki objęte ulgami. A jeśli firma nie ma PPE, to pracownik może dokonywać wpłat na IKZE, ale równocześnie część składki może dopłacać też pracodawca – dodaje Sołdek.

Marek Szczepański, dodał, że w Polsce zdecydowanie nie są doceniane zakładowe plany emerytalne. W wielu krajach pracownik jest automatycznie do nich zapisywany, ale też ma możliwość wyjścia. – Problem polega na tym, że ludzie poważnie myślą o oszczędzaniu na emeryturę, kiedy jest już na to trochę za późno. Tymczasem zgromadzenie jakiegoś konkretnego, dodatkowego kapitału emerytalnego wymaga długiego czasu. Gdyby pracodawca miał obowiązek włączyć każdego pracownika na umowie o pracę do dodatkowego grupowego oszczędzania, to myślę, że dużo osób by zostało w tego typu programach – uważa Szczepański. Jak dodaje w takiej sytuacji, gdy pracownik byłby obowiązkowo włączany do programu (z możliwością wyjścia z niego przez jakiś czas), to należałoby także wyznaczyć limity opłat, tak jak jest to w przypadku OFE.

STAWIANIE NA ATUTY

Maciej Rogala przekonywał także, że do sukcesu IKZE może przyczynić zmiana definicji. IKZE nie powinno być traktowane jako program emerytalny, tylko jako program z ulgą podatkową. Wtedy o wiele skuteczniej się sprzeda. Jego zdaniem, wystarczy kilka kosmetycznych zmian, by wzrosła liczba oszczędzających na IKZE. – Podstawowym celem oszczędzania Polaków jest bezpieczeństwo finansowe, troska o to co będzie jutro. I dlatego trzymają pieniądze w bankach, bo w każdej chwili mogą z nich skorzystać. Nie należy pokazywać IKZE jako produktu, w którym blokuje się pieniądze do 65. roku życia. Wiele osób obawia się korzystania z tych produktów, bo wyobraża sobie, że nie tylko, że nie będą mieli dostępu do pieniędzy, ale będą musieli co miesiąc wpłacać składki, a jak nie zapłacą to poniosą jakieś poważne konsekwencje. A nie jest to prawdą – mówił Rogala. Nie należy pokazywać IKZE jako produktu, w którym blokuje się pieniądze do 65. roku życia – mówił Maciej Rogala.

Jego zdaniem należy skupić się w oferowaniu Polakom IKZE na odpisie podatkowym. Podkreślać, że nie ma obowiązku opłacania co roku składki, w każdej chwili można skorzystać z tych pieniędzy i do tego nie zapłaci się podatku od Belki. – Kto dostanie zwrot podatku w przyszłym roku, ten dalej będzie odkładał pieniądze. Na tym polega mechanizm zachęty podatkowej – mówił. – Równocześnie Polacy nie będą wykorzystywać tych pieniędzy wcześniej na nieistotne rzeczy, bo to wiąże się z zapłaceniem podatku dochodowego – argumentował. Jego zdaniem co najmniej 80-90 proc. IKZE będzie zasilonych dlatego, że Polacy będą otrzymywać co rok zwrot podatku.

Według Łukasza Kwietnia w kategoriach sukcesu IKZE będziemy mogli mówić nie w tym roku, ale po kilku latach, kiedy okaże się, że IKZE jest produktem, na który Polacy dokonują wpłat regularnie, choć niekoniecznie systematyczne. – I to jest dla mnie wymiar sukcesu. To, czy będzie tych kont w tym roku 100 tysięcy mniej czy więcej to akurat nie jest dla mnie kluczową kwestią – mówił. W perspektywie 20-30 lat będziemy mieli bardzo dużo osób o niskich dochodach, które głównie albo wyłącznie będą zależne od systemu publicznego. W tym kontekście już teraz trzeba podjąć działania – mówi Maciej Szczepański – W perspektywie 20-30 lat będziemy mieli bardzo dużo osób o niskich dochodach, które głównie albo wyłącznie będą zależne od systemu publicznego. W tym kontekście już teraz trzeba podjąć działania – mówi Szczepański.

Last modified: 26 lutego 2018

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *