Jak nałożyć podatek na biedniejącego przyszłego emeryta

Napisane przez | Artykuły, OFE, Redakcja Poleca

Propozycja dotycząca przekształcenia OFE w IKE jest w wielu aspektach gorszym rozwiązaniem dla przyszłych emerytów i podatników, niż zmiany w II filarze, które wprowadzali poprzednicy w 2013 roku.

Nałożony przy okazji przekształcenia OFE 15 proc. podatek już teraz obniży kapitał emerytalny Polaków, który w przyszłości i tak będzie niewystarczający do zaspokojenie aspiracji przyszłych emerytów. To podatek nałożony dzisiaj na przyszłego biednego emeryta. W zamian nie dostajemy żadnych gwarancji, że opodatkowanie w przyszłości będzie niższe a nawet że go nie będzie. Takiej gwarancji dostać nie możemy.

Najdroższa litera alfabetu

W wielu aspektach propozycja przekształcenia OFE może być kwintesencją ignorowania wyzwań stojących przed systemem emerytalnym. Po obniżeniu wieku emerytalnego kolejna istota zmiana w systemie emerytalnym w głównym zakresie sprowadza się do pobrania podatku od i tak niewielkiego, lecz realnie już dzisiaj istniejącego kapitału emerytalnego przyszłych pokoleń. Niestety trudno znaleźć lepszy przykład prymatu bieżących potrzeb budżetowych nad myśleniem o przyszłości.

Ostateczna propozycja dotyczącą przekształcenia OFE zakłada przemianowanie rachunków OFE w IKE (indywidualne konta emerytalne), a nie w IKZE (indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego), jak to było zapowiadane na początku prac nad tym projektem 3 lata temu. Skąd taka zmiana prawie na samym końcu? Litera „z”, która wypadła z akronimu instytucji III filara emerytalnego, w którą mają być przekształcone otwarte fundusze emerytalne, pozwala bowiem już teraz naliczyć i pobrać quasi podatek od oszczędności emerytalnych zgromadzonych do tej pory w OFE.

Wartość litery „Z”, która różni IKZE i IKE, to wartość 15 proc. podatku od OFE, który „przy okazji” przekształcenia zostanie pobrany już dzisiaj. W zamian za mglistą obietnicę na przyszłość. Składaną – co ważne – w imieniu przyszłych rządów, a na koszt przyszłych emerytów.

Kosztowna zmiana szyldu

Z prawnego punktu widzenia przedstawiona przez rząd propozycja przekształcenia OFE sprowadza się do przekształcenia obecnych funduszy emerytalnych w fundusze inwestycyjne, zaś dotychczasowych rachunków OFE w rachunki IKE (indywidualne konta emerytalne). Rachunki oszczędzających w OFE zamienią się w rachunki IKE, jednostki rozrachunkowe funduszy emerytalne w jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych.

Dla członków OFE nie zmieni się prawie nic poza szyldem i charakterem prawnym środków. Prawie, bo na przykład IKE może być droższe dla uczestnika niż OFE – w projekcie ustawy zapisano nawet 1,2 proc. opłaty za zarządzanie. To dziwna dysproporcja, gdyż w tworzonych od zera PPK instytucje finansowe mają ograniczenie wysokości takiej opłaty na poziomie 0,6 proc.. Dojdzie natomiast do specyficznej prywatyzacji oszczędności emerytalnych, które do tej pory miały publiczny charakter. Posiadanie rachunku IKE zamiast OFE w zasadzie dla uczestnika nie będzie stanowiło żadnej odczuwalnej zmiany. Ale nie będzie to typowe konto IKE, które umożliwi wcześniejsze wycofanie środków.

Na gruncie prawnym i ekonomicznym takie rozwiązanie wydaje się rozsądnym podejściem w kontekście zapewnienia stabilności rynku kapitałowego i sytuacji samych członków OFE. Propozycja zapewnia przynajmniej na jakiś czas stabilność struktur właścicielskich w spółkach giełdowych, a także zachowanie roli obecnych funduszy emerytalnych jako ważnego inwestora instytucjonalnego.

Dla oszczędzających w OFE to przekształcenie teoretycznie nie niesie za sobą dużej zmiany. Poza jednym „drobnym” szczegółem – koniecznością oddania 15 proc. środków w ramach nowego podatku, który jednakże w tekście projektu nazywany jest „zobowiązaniem”.. Zgodnie z zapowiedziami każdy członek OFE będzie miał możliwość wyboru. Albo zdecyduje się na przeniesienie całości środków do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (zarządzanego przez ZUS) albo też przeniesie się z 85 proc. swoich obecnych środków do przekształconych funduszy na specjalne konto IKE. Z tym, że w drugim przypadku wartość jego środków zostanie pomniejszona o 15 proc. tzw. opłaty z tytułu przekształcenia – przedmiotowego podatku.

Półprywatność

Można by rzec, że ten 15 proc. podatek jest ceną za prywatyzację. Trzeba jednak pamiętać, że ta prywatność jest też mocno ograniczona. Środki te nie mogą być podjęte przed wiekiem emerytalnym. Co też istotne nie będzie także możliwości przenoszenia środków do innych form IKE.

Co równie istotne. IKE, w które zostaną przekształcone rachunki OFE też nie jest do końca prawdziwym IKE. W dotychczasowym stanie prawnym IKE może być prowadzone w różnych formach: w funduszu inwestycyjnym, dobrowolnym funduszu emerytalnym, przez bank, biuro maklerskie lub zakład ubezpieczeń. Z niewiadomych względów przekształcone w IKE rachunki członków OFE będą mogły być prowadzone jedynie przez fundusze inwestycyjne powstałe z przekształconych otwartych funduszy emerytalnych. Czy taka odrębność ma sens i pozwala realnie myśleć o możliwości rozwoju tak wyodrębnionych IKE? Trudno znaleźć przekonujące uzasadnienie.

Jeszcze przed opublikowaniem nowej wersji projektu ustawy likwidującej OFE można było usłyszeć, że 15 proc. opłata (najnowszy projekt mówi o „zobowiązaniu” otwartego funduszu emerytalnego wobec ZUS) jest „ceną” za zwolnienie przyszłych wypłat takich środków z IKE z podatku. Rzeczywiście projekt ustawy potwierdza, że na dziś środki zgromadzone w IKE są zwolnione z podatku przy wypłacie. Problem w tym, że ten dylemat został sztucznie wykreowany przez zmianę koncepcji przekształcenia OFE w IKE, zamiast w IKZE. Kwestia nałożenia teraz podatku nie miałaby racji bytu, gdyby przekształcenie OFE nastąpiło tak jak było to pierwotnie deklarowane – w ramach IKZE.

Czy istnieje jakieś inne uzasadnienie dla takiej zmiany IKZE na IKE w koncepcji przekształcenia? Trudno to sobie wyobrazić, bo zarówno IKE jak i IKZE są do siebie bardzo zbliżone. Obydwa rachunki mogą być prowadzone w formie funduszu emerytalnego lub funduszu inwestycyjnego. Jedyna różnica to roczne limity wpłat (co nie dotyczy transferu środków z OFE) oraz właśnie mechanizmy podatkowe.

Łatwa obietnica na przyszłość – realny podatek teraz

Obrona propozycji 15 proc. quasi podatku polega na stwierdzeniu, że z finansowego punktu widzenia wszystko jedno, czy taką daninę zapłacimy teraz, czy też na etapie wypłaty emerytur. Czy ma to znaczenie? By to unaocznić, wyobraźmy sobie mechanika, który proponuje nam serwis samochodu aż do końca użytkowania. Jedynym warunkiem jest zapłata 15 proc. wartości samochodu, która stanowi równowartość wszystkich serwisów w przyszłości. Z wielu względów taka propozycja raczej nie wzbudzi entuzjazmu.

Mogę rozważyć propozycję mechanika, ale jaką mam gwarancję, że będzie on prowadził warsztat przez cały czas użytkowania mojego samochodu? Podobnie jest z opłatą przekształceniową. Łatwo jest złożyć obietnicę, którą ktoś inny będzie musiał spełnić w przyszłości.

Wsłuchując się w propozycję rządu można dostrzec równie inny istotny szkopuł. Propozycja rządu nie oznacza, że zapłacony teraz quasi podatek oznacza zmniejszenie naszych obciążeń podatkowych w przyszłości. Tego oczywiście nikt nie może zagwarantować, bo oznaczałoby to że wydatki państwa muszą być o wartość tego quasi podatku mniejsze w przyszłości.

Z podatkami jest bowiem tak jak z opłatami u mechanika. Płacąc z góry za wszystkie serwisy samochodu w przyszłości wcale nie mam gwarancji, że nie będę zmuszony zapłacić mechanikowi innych opłat niezwiązanych z serwisem – np. opłaty za umówienie wizyty, czy za dodatkową obowiązkową usługę już na miejscu w warsztacie. Tak samo jest z propozycją z rządowego projektu. Zapłacenie podatku od przekształcenia OFE, wcale nie oznacza że w przyszłości brakującej kwoty nie zapłacimy w innej formie, tym razem nazwanej już odważnie i wprost podatkiem. Co więcej – nie ma żadnej gwarancji, że takie zwolnienie od podatków na etapie wypłaty emerytury, zostanie utrzymane w przyszłości. Obecny rząd tego zagwarantować nie może. Co by nie było w obecnym projekcie nawet mowy nie ma o tym, że z tytułu przekształcenia płacimy podatek.

Wreszcie też kluczowym jest argument o systemowym charakterze. Przyszłość polskiego systemu emerytalnego rysuje się bowiem w czarnych barwach. Emerytury z systemu publicznego będą dalece niewystarczające dla utrzymania poziomu życia przyszłych emerytów, a wielkość naszego prywatnego kapitału emerytalnego jest bardzo niska w stosunku do potrzeb. Opodatkowanie niewystarczającego dla naszych aspiracji kapitału emerytalnego jest niczym innym, jak opodatkowaniem przyszłego biednego emeryta.

Argumentem na obronę nałożenia takiego podatku jest twierdzenie, że w przyszłości ten podatek byłby i tak zapłacony. Pewne jest jedynie to, że zostanie zapłacony teraz. Nie można przeciez wykluczyć, że wobec braku wystarczającego źródła dochodu emerytalnego w przyszłości w ogóle państwo zrezygnuje z opodatkowania emerytur oraz kapitału emerytalnego.

Bal na Titanicu

Jest wiele powodów, które przemawiają za tym, by zmiany dotyczące OFE były efektem szerokiej i publicznej debaty a także porozumienia ponad politycznymi podziałami. Przede wszystkim dlatego, że budowa kapitałowej części systemu emerytalnego wymaga utworzenia trwałej architektury prawno-ekonomicznej na wiele dziesięcioleci. Architektury systemu emerytalnego, która przetrwa okresy dekoniunktury,, a także odpornej na ryzyka polityczne wynikającej z pokusy wykorzystania naszego kapitału emerytalnego dla bieżących potrzeb politycznych. Obecna propozycja rządu pokazuje, że takiej odporności brak.

Są też przyczyny, dla których takiego porozumienia i debaty powinniśmy oczekiwać. W wielu aspektach długoterminowe perspektywy polskiego systemu emerytalnego mogą być bowiem porównywane do sytuacji balu na Titanicu. Nie bez przyczyny prognozy po 2050 roku lokują przyszłość polskiego systemu emerytalnego w ogonie państw rozwiniętych. W drugiej połowie XXI wieku powszechny polski system emerytalny będzie mógł zapewnić wyłącznie minimum egzystencji. Nie sądzę, by istniało demokratyczne państwo, które dużą grupę społeczną skazaną na życie na progu ubóstwa, nie powinno postrzegać niczym „górę lodową” zdolną do zatopienia statku. Można oczywiście twierdzić, że 20-30 lat to dużo czasu albo że dzisiaj rządzących nie będą wtedy rządzić. Ale z perspektywy systemu emerytalnego i jego kapitałowej części to jednak niezbyt odległa perspektywa. Tymczasem od 1999 roku, owszem, dostrzegamy majaczącą na horyzoncie górę lodową, ale nie możemy zdecydować się czy opłynąć ją z prawej, czy z lewej strony. Co gorsza kolejne zmiany kursu zdają się nie tyle dotyczyć pozycji góry lodowej, ale wyznaczane są dogodnością „żeglugi” na najbliższym odcinku.

Adrian Prusik – radca prawny, ekspert Instytutu Emerytalnego

Last modified: 13 grudnia 2019

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *